duchowe przemyślenia

Czyśćcowa tęsknota

Listopad jeszcze trwa. Choć dla mnie zawsze kończy się sobotnimi nieszporami wprowadzającymi w Adwent. Ostatni dzień Roku Liturgicznego uznaję za ostatni dzień listopada, bez względu na okienko w kalendarzu. Liście obumierają i spadają z drzew. Ludzkie ciała obumierają, ale nie spadają. Są unoszone przez dłoń Pana.

W tym roku śmierć jest bardzo blisko. Wygląda zza rogu kamienicy, przechadza się po ulicach, zrywa kilkucentymetrową warstwę nekrologów, aby zrobić miejsce na nowe. Ale ona nie ma ostatniego zdania – tu liczy się tęsknota Boga za każdą duszą i Jego otwarte ramiona, w które dusza wpada, gdy jej cielesne serce przestaje bić. W tym innym, 2020 roku, Pan ujął dusze trzech osób, których historie miały ważne miejsce w moim życiu. Zwłaszcza historie odchodzenia. I nie było to odchodzenie przez bramę z szyldem COVID.

Ich odejście bardzo mocno skłoniło mnie o pytanie o czyściec. Nie raz przekonałam się, że ból duszy, cierpienie moralne, zranione uczucia, dużo trudniej unieść niż ból fizyczny. Więc nie chodzi tutaj o płomienie ognia częściowego. Rodzi się we mnie przekonanie, że owe płomienie są inne niż te znane nam z płonącego ogniska w letni wieczór lub świecy towarzyszącej w modlitwie. Ten ogień to oczyszczenie, którego dokonuje tęsknota. Tęsknota…

Każda dusza po śmierci spotyka Boga. Jedna wchodzi na ucztę od razu zatapiając się w Miłości. Inna idzie tam, dokąd Bóg pójść nie może i pogrąża się w piekle osamotnienia. I w końcu dusze, które otrzymują status: czyśćcowe. I ta właśnie myśl ogromnie mnie koi. Koi ludzki lęk przed sądem zmieszany z nadzieją w Boże Miłosierdzie. Ujrzę Boga! Ufam, że nie zmierzam ku potępieniu, ale ku wiecznej szczęśliwości. Jeśli wejście na wieczyste gody poprzedni czyściec, to zanim moja dusza rozpocznie oczyszczenie – ujrzę Boga!

Doświadczyłeś kiedyś tęsknoty za kimś kogo bardzo kochasz? Nie za wakacjami, nową sukienką, nawet nie za zdrowiem, ale za człowiekiem, który zajmuje w Twoim sercu miejsce ważne, może najważniejsze, miejsce czułe i niezwykle wrażliwe. A teraz wyobraź sobie, że ta tęsknota jest zaledwie lekkim drgnieniem, ledwo dostrzegalnym pyłkiem i trwa milisekundę. Ujrzeć Boga po śmierci – i iść do czyśćca. Czuć obecność Boga, ale jednak nie móc jeszcze w pełni się z Nim zjednoczyć. Możesz tylko/aż się modlić i tylko/aż schładzać się w modlitwach tych, którzy żyją jeszcze na ziemi. Jak ten ogień tęsknoty musi palić!

Palić i wypalać – oczyszczać. O, Panie, dziękuję Ci za miłosierny ogień czyśćcowy, dziękuję za tą szansę palącego oczyszczenia, dziękuję Ci za to przygotowanie, które wypali brud tak, abym mogła się stać płonącą czystą miłością, która na wieki złączy się z Najczystszą Miłością płonącą wiekuiście i będzie kochać inne dusze w sposób po ludzku niewyobrażalny!

Biorę brewiarz do ręki, przekładam tasiemki. Oto zaczyna się Adwent: „Stwórco gwiaździstych przestworzy/ I wieczne światło wierzących…”. I choć na zdjęciu utrwalającym niedawny jesienny spacer, jest mgła, która, obok ognia, również kojarzy mi się z czyśćcem, to zza tej mgły przebija się słońce. Ufam, że i dusze czyśćcowe opromienione są wiecznym światłem. To jest ich cel!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *