Trzydziesta trzecia niedziela zwykła już wyprzedzona przez Uroczystość Jezusa Chrystusa Króla Wszechświata, a myśli o talentach z przypowieści, którą ta niedziela niosła, pomału wypierane są przez adwentową perspektywę. A ja jednak nadal krążę wokół tej trzydziestej trzeciej niedzieli zwykłej i Ewangelii o talentach. Bo w tym dniu i w tym mateuszowym (Jezusowym) fragmencie blog zakiełkował. A ziarenko zostało rzucone przez Przyjaciela, kapłana, któremu za ten pomysł serdecznie dziękuję!
Przypowieść o talentach zawsze była dla mnie trudna, aż do momentu odkrycia, że talent nie oznacza wcale rekordów w biegu na 100 metrów, grania na skrzypcach zawiłych barokowych melodii po pierwszych ich usłyszeniu lub rozwiązywania równań różniczkowych w mgnieniu oka. Talent to coś dużo więcej. Największym talentem życia jest powołanie.
Od kilku lat towarzyszy mi myśl, że człowiek może być maksymalnie szczęśliwy na ziemi tylko wtedy, gdy odkryje powołanie, czyli marzenie Boga, które On złożył w sercu człowieka w chwili stworzenia. W moich myślach jawią się takie ścieżki jak: życie konsekrowane, kapłaństwo, małżeństwo, posłanie na misje, życie w czystości (nie mylić z „powołaniem do samotności”). I o tym – w pierwotnym zamyśle – będzie ten blog. O zaproszeniu, nieustannym wsłuchiwaniu się w to zaproszenie i odpowiadaniu na nie. Poradnym, częściej jednak nie poradnym, z nadzieją, z chwilami pełnymi szarych myśli, z radością unoszącą ku chmurom i smutkiem trzymającym przy ziemi. I o odkrywaniu talentu, który wydaje kolejne i wspomagany jest innymi talentami, bez których nie byłabym w stanie utrzymać go w dłoniach tak, aby nie upadł do dołu i nie został zakopany.
Wdzięczna Panu za talent życia konsekrowanego w świecie zapraszam do lektury i wspólnej refleksji. A na dobry początek, poczęstuj się, Czytelniku, czerwcową czereśnią!

Smacznego!
